09:00 – Obudziłyśmy się z Dominiką w całkiem dobrym stanie, czego nie można było powiedzieć o naszych szwedzkich sąsiadach. Cieniasy J Wiem, że temat imprezy omówiła nam wczoraj Dominika, ale nie przeżyję jeśli nie dodam swoich 5groszy :] Znacie mnie, przecież ? :P
Zacznijmy więc może od tego, że gdyby nie grupa przyjaciół Linne i francuskie Erazmusy, w czysto szwedzkim towarzystwie flaki powypływałyby nam uszami z nudów. Trochę tego nie kumam, ludzie mają po dwadzieścia kilka lat, a zachowują się jakby mieli po sto z hakiem. Zrobili sobie wianuszek w kuchni, nawet nie gadali ze sobą jakoś szczególnie, trzymali po puszce z ichniejszym (super mocnym 3,5 %) piwem, z odchylonymi małymi paluszkami – jak angielska arystokracja podczas tea-time. Ruszali się jak muchy w smole, i całe spotkanie spędzili jakby odbębniali bankiet w muzeum sztuki współczesnej. Opiły się bąki i w efekcie, poranek musiał stać się wybitnie trudny i okupiony silnym bólem tych ich blond głowek.
12:00 – Zakończyłyśmy sprzątanie. Miotły, mopy , ściery poszły w ruch. Oczywiście reszta korridorian nie kiwnęła palcem…Ach,nie-błąd ! Eryk trochę pomógł – umył aż 5 szklanek. Stos puszek i butelek, który wita nas wszystkich swą dogodną pozycją bycia na środku skrzyżowania 2 korytarzy, będzie stał tam, aż wpadnie na pomysł i sobie wyjdzie o własnych siłach.
15:00 – Pranie. Chyba blondynieję wśród tych Skandynawów.
W budynku nr 7 znajduje się nasza pralnia. Zawędrowałam tam w końcu z 2 siatkami posegregowanego kolorystycznie prania. Po prawej ok. 10 pralek, po lewej ok. 6. Te po prawej wszystkie zajęte, dorwałam więc dwie wolne po lewej. Szukam i szukam miejsca na wsypanie proszku- nie ma, no to jak nie ma, wsypię do środka J Kukam sobie na instrukcję-całą oczywiście po szwedzku. Ustawiam temperaturę na niską i start… Po 5 minutach wchodzi jakaś dziewczyna. Podchodzi do jednej z tych moich „pralek” po lewej i wyciąga swoje ubrania. Suche. S u c h e ? Dlaczego, kurcze suche ? Zapaliła mi się lampka nad głową i zaczęła pikać jak bomba – to nie są pralki ! To są suszarki :O No ale trzeba było zachować resztki godności i udawać, że wszystko jest ok. Musiałam udawać ok. 30 minut bo jak zaczęła składać te swoje bety jedno po drugim, wyciągając je z pozostałych 4 suszarek to trochę jej to zajęło. Moja suszarka nagle „zakaszlała” , zrobiło się trochę bielej dookoła bo wydmuchała proszek. Laska na szczęście niczego nie zauważyła- tak ją zajęły te jej składane ciuchy, uff ! Szybciutko suszarkę unieszkodliwiłam, przepakowałam ubrania spowrotem do siatki i w tej chwili przyszedł jakiś Chinol, wypakował swoje 3 już prawidłowe pralki, włożyłam więc do nich pranie- start i poooszło :D Pranie zrobiło się mokre, wirujące i jak najbardziej praniowe :] Po 40 minutkach zapakowałam je do suszarki J Suszarka- dobra rzecz, o ile nie używa się jej w roli pralki :-P
Musicie ich widocznie rozkrecic zeby nie byli tacy sztywni...:-)(oczywiscie to byl zart) a co do prania przeciez Ty Mala masz wprawe to nie wiem dlaczego sprawilo Ci to tyle klopotu? ...hi hi hi
OdpowiedzUsuńPfff... :] Bo to są pralki dla blondynów i blondynek , podążają one zdecydowanie innym tokiem myślenia :P
OdpowiedzUsuń