11:00 – Pobudka ! Masakra. Śpię tu jak jakiś trup…nawet bąble mnie dziś nie obudziły.
14:00 – Leje! Trudno. Jedziemy do miasta i tak. Trzeba się w końcu zapisać do którejś z tych ich nacji. Nacje to … yyyy… takie jakby grupy studenckie. Jest ich ok. 12-tu, każda ma swój budynek, cześć z nich to stare, nawet z XV, XVI wieku ugrupowania. Mieszczą się więc w pięknych zameczkach lub kamienicach. Wybrana przez nas nacja- Ostgota, znajduje się w dworkowatym budynku, troszkę podobnym do naszego pałacu Pugetów ( ul.Starowiślna). Ten tu jest żółty z białymi kolumienkami. W środku przypomina mi mojego kochanego Sobieskiego- te cudne schody !! J Oczywiście, tym szwedzkim daleko do naszych, ale charakter podobny (Buziaki wielkie dla moich Sobieszczaków tak przy okazji– „Każdy to powie ! Sobieski rząąąądzi w Krakowie”! ) .Mamy tu wspaniałą starą bibliotekę, taką mniej więcej jak w „Pięknej i Bestii”, Klub taneczny-soulowy w piwnicach i kawiarnio-jadłodajnię na parterze. Zapłaciłyśmy po 210 sek za przynależność-podobno i tak najtańsza nacja. Jak mus,to mus ! Do nacji należy każdy student. Upoważniają one do tanich zakupów alkoholu (ok. 50%) zniżki. Tu w Szwecji dla studentów likwiduje się akcyzę…czym skorupka za młodu…itede, itepe :P Jako kotki, wpuściłyśmy się oczywiście w maliny- sobotnie sprzątanie przed balem przebierańców. Bale organizowane są podobno raz na 2,3 miesiace. Zakupienie biletów bardzo ciężkie. Wstęp na przyjęcie po 3daniowym obiedzie po 22ej już dla wszystkich. W sobotę mamy więc Bal przebierańców o tematyce - „Pod powierzchnią morza” J No i co z nami będzie, hmmm ? Strojów bibowych- oczywiście ZERO. Swetry, swetry i jeszcze raz swetry. Ah i jeszcze grube rajty i skarpeciska J Wybitnie imprezowo…16:00 – natchnione balem poszły szukać secondo handów bo ceny ubrań w sklepach…szkoda słów ! Udało mi się kupić chyba najtańszą bluzeczkę, jedną jedyną jako taką za 65 sek…wszystko pozostałe było po 300,500,1500 sek ! W ciucholandzie... no nie mogę ! Dominika kupiła 2 miniówki…Jest Dżaga :D
21:00 – Jak się nie ma co się lubi to się lubi co się ma. Potrzeba źródłem wynalazków. Wciąż natchniona balem zaczęłam zabawę pędzlami, eylinerami i moimi kochanymi cieniami. Na gigantycznie haniebne nieszczęście zabrałam tylko najmniejszą paletkę ;( Ale i tak coś tam udało mi się w tonie morsko-niebieskim wytworzyć. Oceńcie sami. Mogę tak iść ? Jest to wystarczająco „Under the sea” ? J
| Następnym razem konika morskiego trochę odchudzę,a gwiazdę też zrobię trochę mniej koślawą i dorysuję jeszcze muszelkę :P Ujdzie ? :) |
Bardzo ladny konik ...prawie jak Guciu :-)muszelki rzeczywiscie brakuje..
OdpowiedzUsuń