03.11.11 - Tydzień zajęciowy...

17:15 - Odebrałam paczkę 22,5 kg. Kochana mama się postarała. Oczywiście kurier nawiał i musiałam z torba na kółkach zasuwać do centrum po te skarby :) Jak na razie, zdecydowanym faworytem jest tłuczek do ziemniaków, kolejne miejsca zajmują : tusz do rzęs, dermosan i oczywiście gołąbki. Specjalne wyróżnienie zdobywa butelka spirytusu :P Przyda się na mrozy, bo zaczynają się nam tutaj zimne, wilgotne, mgliste, pluchowate-takie ble dni. Herbatka z prądem dopomoże w szybszym zasypianiu, co powinno poskutkować wcześniejszym wstawaniem (yhyyy. . . już to widzę ;]). Oczywiście wcześniejsze wstawanie ściśle związane będzie ze skakaniem ze szczęścia z okazji nadchodzącego dnia zapełnionego od 9ej do 20ej przeróżnymi zajęciami. Zajęciami z milionem pytań w trakcie, stosem notatek i co najprzyjemniejsze - niezapowiedzianymi kartkówkami ! Wrrr . . . a'propos niezapowiedzianym kartkówek . . . na dzisiejszej brakło mi tylko 1pkt do maxa! Byłabym bardzo dumna z takiego wyniku gdyby nie to,że 1pkt to był max. Całą salą, chórkiem zdobyliśmy aż po 0 pkt każdy. Student-brzmi dumnie...Przechodząc płynnie od głąbów do gołąbków, tak bardzo spragnione polskiej kuchni, zjadłyśmy z Dominiką prawdopodobnie takie zepsute. Niestety droga za morze wykończyła nasze kapuściane ptaszki . Mamy tylko nadzieję , że one nie wykończą dziś w nocy nas, bo żołądek przemawia do mnie od 2 godzin dosyć sugestywnie . Usilnie staram się go ignorowac . Pozdrawiamy :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz