14:00 - Odwiedziny Fatimy (koleżanka z ławki,Pakistanka) . Ambitnie planowałyśmy zabrać się do prezentacji o łukach wyspowych. Niestety, niesprzyjające nauce okoliczności takie jak słońce za oknem, zimno w pokoju, a przede wszystkim dwie dziewczyny na powierzchni 19m^2 -postawiły sprawę jasno - ploty, wygłupy, ploty, wygłupy,wygłupy i ploty :P
16:115 - z ciężkim sercem powlekłyśmy się na autobus. Obiecałyśmy naszemu biednemu, samotnemu koledze z Chile, że wpadniemy na pakistański obiad z jego znajomymi. Zakupiłyśmy więc paczkę lodów, ciasteczka, banany i udałyśmy się 2 przystanki dalej. Spodziewałyśmy się zanudzenia się na śmierć, ale wróciłyśmy dopiero teraz. Skład : 2 Pakistańczyków, Pakistanka, Chilijczyko-Szwed i ja :) Pakistańskie jedzenie- podobne troszkę do meksykańskiego...straszne ilości przypraw :D Zwłaszcza czosnku i chili. Dowalili tego chili z nadzieją,że nam buzie powykręca . . . a tu zonk !:) Nie spodziewali się,że Polka, przyzwyczajona do inwencji twórczej swojej mamuni (po rosołkach na chili i imbirze) uodporniła się na wszelkiego rodzaju nadmiernie ostre przyprawy :) Podali kurczaka gotowanego w czymś podobnym jak bogracz z takim plackiem podobnym troszkę do tortilli. Bardzo,bardzo ostre, ale smaczne. Dziś, pierwszy raz zaskoczył mnie Szwed-Jochim, jest bardzo nieśmiałym i troszkę dziwnym typem. Ma po prostu swój własny świat, w którym sobie egzystuje. Mówi po angielsku z intonacją chilijskiego hiszpańskiego, a zrozumienie go jest naprawdę . . . ciężkie. Staramy się jednak :) Okazało się,że w przeciwieństwie do innych Szwedów jest bardzo zdystansowany do swojej osoby i śmialiśmy się z niego i z nim prawie cały wieczór. Pakistańczycy okazali się za to bardzo inteligentnymi, oczytanymi ludźmi, tolerancyjnymi, grzecznymi i bardzo ciepłymi. Rozmawialiśmy o historii naszych państw, o polityce, o Afryce i Afrykanach, o znanych naukowcach, o policji, radarach i wielu,wielu innych rzeczach.
Było bardzo miło i dużo nowego się dowiedziałam . . . to tak a'propos stereotypów :) Siedzimy na tych naszych wielkich tyłkach płasko i nieruchomo. Wydaje nam się,że nasze wyrobione na każdy temat zdania są święte, prawidłowe i nieomylne. Wypadałoby w końcu spojrzeć prawdzie w oczy i zrozumieć, że sami własnoręcznie zakuwamy się w kajdany ignorancji, uprzedzeń i niewiedzy. Oceniamy wszystko i wszystkich nie mając tak naprawdę żadnych ku temu realnych podstaw. Przeraża mnie czasem to jak bardzo jestem ślepa, jak niebezpiecznie pewna swoich poglądów, jak fanatycznie przekonana o ich słuszności. Ktoś kiedyś powiedział, że ludzi powinniśmy dzielić jedynie na dobrych i złych. Wyznawana religia, kolor skóry, język czy narodowość nie są żadnym wyznacznikiem, i nigdy,przenigdy nie powinny nim być. Najśmieszniejsze jest to,że mimo starań i świadomości powyższego, nie jesteśmy w stanie poradzić sobie z szufladkowaniem otoczenia i tak. Całe szczęście, że czas i różne sytuacje weryfikują w końcu nasze "ciasne" poglądy.
Takie małe kazanie po 1,5 miesiąca pobytu za granicą.Nie gniewajcie się :P
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz