03.11.11 - Tydzień zajęciowy...

17:15 - Odebrałam paczkę 22,5 kg. Kochana mama się postarała. Oczywiście kurier nawiał i musiałam z torba na kółkach zasuwać do centrum po te skarby :) Jak na razie, zdecydowanym faworytem jest tłuczek do ziemniaków, kolejne miejsca zajmują : tusz do rzęs, dermosan i oczywiście gołąbki. Specjalne wyróżnienie zdobywa butelka spirytusu :P Przyda się na mrozy, bo zaczynają się nam tutaj zimne, wilgotne, mgliste, pluchowate-takie ble dni. Herbatka z prądem dopomoże w szybszym zasypianiu, co powinno poskutkować wcześniejszym wstawaniem (yhyyy. . . już to widzę ;]). Oczywiście wcześniejsze wstawanie ściśle związane będzie ze skakaniem ze szczęścia z okazji nadchodzącego dnia zapełnionego od 9ej do 20ej przeróżnymi zajęciami. Zajęciami z milionem pytań w trakcie, stosem notatek i co najprzyjemniejsze - niezapowiedzianymi kartkówkami ! Wrrr . . . a'propos niezapowiedzianym kartkówek . . . na dzisiejszej brakło mi tylko 1pkt do maxa! Byłabym bardzo dumna z takiego wyniku gdyby nie to,że 1pkt to był max. Całą salą, chórkiem zdobyliśmy aż po 0 pkt każdy. Student-brzmi dumnie...Przechodząc płynnie od głąbów do gołąbków, tak bardzo spragnione polskiej kuchni, zjadłyśmy z Dominiką prawdopodobnie takie zepsute. Niestety droga za morze wykończyła nasze kapuściane ptaszki . Mamy tylko nadzieję , że one nie wykończą dziś w nocy nas, bo żołądek przemawia do mnie od 2 godzin dosyć sugestywnie . Usilnie staram się go ignorowac . Pozdrawiamy :)

26.10.11 - Pierwsze Zajęcia.

17:15 - Nooo . . . tak sobie można studiować ! :) Wchodzimy z Dominiką do naszego Geocentrum, rozpoczynamy szukanie sali. Sale wykładowe mają swoje imiona pochodzące od rejonów w Szwecji np Norrland, Bathsalen, Hambergsalen itp. Pierwszy wykład mamy w Hambergu. Wchodzimy. Drzwi wahadłowe, drewniane z okrągłymi szybami, sala taka jak sale obrad w Europarlamencie. Poziomowane wygodne fotele, wyciągane stoliczki, gigantyczna plandeka na obraz z rzutnika, długa ława dla prowadzącego z mikrofonami, komputerami i innymi podobnymi sprzętami. Na ławach rozłożone wszystkie dostępne książki, poradniki, encyklopedie i atlasy o Dinozaurach. "Czasy i życie Dinozaurów" - nasz pierwszy kurs.
Punktualnie do sali wchodzi długowłosy,rudy, ok. 30-letni facio. Bardzo sympatyczny. Opowiada nam płynnie po angielsku czego się tutaj nauczymy, jak będzie wyglądało zaliczenie - essej na 6-8 stron, jak będą wyglądały wykłady itd. Wszystkie informacje wyświetlają się na ścianie za nim. Zajęcia trwają do 19ej, czyli ok 1h 45minut, w tym 15 minut przerwy. Pierwsza cześć to teoria - pięknie zebrane informacje,których nie musimy notować bo obiecał,że to wszystko od niego dostaniemy (!!!), cześć druga, ok 30minut to film przyrodniczy odpowiadający tematowi. 3 pierwsze wykłady mają dotyczyć ewolucji Ziemi do czasu powstania dinozaurów. Oczywiście pokazał nam tablice stratygraficzną, stwierdzając,że tego pewnie jeszcze nie widzieliśmy (:P Pozdrowienia dla V roku OP,który ma ową tablicę w małym paluszku po geol.historycznej i oczywiście zawszę chętnie garnie się do odpowiedzi na ten temat :P - vivat UJ !) Opowiadał o BiF-ach, stromatolitach, gąbkach i faunie ediakaru - baaardzo pobieżnie i ogólnie. Pokazywał naprawdę niesamowite zdjęcia z mikroskopu lub zdjęcia okazów. Minimum treści, max chronologicznej, niezamotanej wiedzy. Da się ? No da się... a u nas mowa-trawa, bilion dat, nazwisk i innych głupot,które parują z głowy szybciej niż woda z gejzerów.Po co się pytam ?
Po przerwie rozdał nam kartki z pytaniami do filmu- ok 7 pytań.Odpowiedzi opisowe, na 2,3 linijki. Pół godzinki filmu o początkach naszej planety, pierwszych organizmach, pierwszych zwierzętach. Pytania głownie na myślenie, w stylu: Który organizm uznano za pierwsze zwierzę i dlaczego? Odp, np: Org. podobny wizualnie do dzisiejszych Piór Wodnych (Cnidaria).Uznany za pierwsze zwierzę, ponieważ żył bardzo głęboko, tam gdzie nie docierało już światło.Zatracił więc zdolność fotosyntezy. Żeby przeżyć musiał pobierać sub.chemiczne z wody. Pierwszy prymitywne pobieranie sub. z otaczającego środowiska. Logiczne nie ? :) I jakie łatwe ! W dodatku film pokazał zrekonstruowane środowiska sprzed ok 4,5 do ok 0,5 miliarda lat. Jeśli coś się rusza,jest kolorowe i ładne, dużo łatwiej to zapamiętać ! Wiem,że to były same podstawowe i banalne rzeczy, mimo wszystko...gdyby tak wyglądały inne wykłady u nas w Pl, na pewno wiedzielibyśmy dziś trochę więcej niż NIC.
Co więcej, na stole leżały materiały. Wydrukowane na kolorowo przeróżne informacje, zdjęcia, schematy- dla nas ! :) To jest dopiero nowość ! Prowadzący rozmawiał z nami praktycznie jak kolega. Nastawienie miał bardzo przyjazne, był pomocny i prosił,że gdybyśmy mieli jakiekolwiek problemy,żeby przyjść, pisać maile i pytać,pytać ile wlezie :)
Może zbyt optymistycznie oceniam te zajęcia, może to tylko te Dinki były takie fajne...jutro się przekonamy bo o 10ej mamy "Prezentacje i publikacje". Zzrobimy mały rekonesans. Jedno jest pewne, dinozaury na pewno zapamiętamy na długo :P 

Zgubiłyśmy się w drodze powrotnej,takie były ochroniarki przyrody zafascynowane :P

25.10.11 - "Skazane na makaron"

21:24 - Coś straciłam ostatnio wenę twórczą . . . i przyznaję się bez bicia, że leniuchujemy z Dominiką jak dwa obżarte miśki polarne (ale zasilenie populacji tychże miśków, musi być dobrym uczynkiem bo to przecież wymierający gatunek) . Obżeramy się więc czekoladami, ciasteczkami, pijemy martini bianco, a wszystko zagryzamy makaronami, tortillami, nugetsami i innymi rodzajami żarcia mielonego lub, jeszcze "lepiej"- sproszkowanego . Oglądamy seriami filmy o wampirach, wilkołakach, czarownicach, rzadziej o normalnych ludziach- w tej kategorii polecam mojego ostatniego faworyta- hiszpańskie "Trzy metry nad niebem" z 2010 (włoska wersja jest nudna jak flaki z olejem) . Niestety, kończy nam się sielanka i beztroskie oglądanie filmów. Jutro w końcu pierwsze zajęcia- czasy i życie DINOZAURÓW . Brzmi poważnie :) Przesłano nam plany lekcyjne- są straszne . . .  :/ chyba się boje,że wzięłyśmy sobie za dużo przedmiotów. Tu obowiązuje trochę inny system. Reszta studentów wybrała sobie 1 przedmiot na cały semestr lub po jednym na miesiąc . "MY nie damy rady ?!" . . . :P Z tym oto zgubnym hasłem na ustach, zapisałyśmy się na 4 przedmioty! Oczywiście, w efekcie zajęcia mamy od rana do nocy . I tak z jednego trzeba będzie zrezygnować bo nam się nakładają . Jutro się wszystko wyjaśni . Ja tymczasem czekam na paczkę z domu :] Przylecą mi tu gołąbki, klopsiki, zraziki i inne podobne . Jeszcze tylko tłuczek do ziemniaków bardzo by się przydał, bo na razie muszę bezlitośnie molestować je chochelką . Szwedzi bardzo lubią ten teatr z ożywającymi nagle złośliwymi małymi trollami, usiłującymi wyskoczyć z garnka i oczywiście poturlać się po tej ich zasyfionej podłodze, zbierając jak zmiotka wszystko na swojej ziemniaczanej drodze . I jedz tu potem obiad ze smakiem . . .
Buziaki specjalne dla Stryszki  : *

23.10.2011 - Leniuch !





















Kilka fotek z kilku ostatnich dni  :) Zadomawiamy się, poznajemy ludzi. Najbardziej podoba mi się okno z kreatywnie wykonanym z karteczek Mario :P

18.10.11 - Leje jak z cebra :(

17:01 - Nie wyściubiam nosa z mojej skrytki na Sernanders Vag 7. Nastał chorobliwie ciężki okres i od dnia wczorajszego do teraz  l e j e  :/  Jest to fakt, który niezmiernie mnie . . . zalewa :] Patrzę za okno i przechodzą mnie dreszcze. Fuj ! Czekam na dzielnego Muszkietera Stryszka, który pojawi się rozjaśnić moje zachmurzone w 100% niebo podczas produkcji zupy kalafiorowej. Tak, tej kalafiorowej, którą usilnie miałam zamiar wykonać wczoraj, przedwczoraj i w ogóle od dawna :P 
Nie pociesza mnie już nawet czysta kuchnia. Niestety, po wczorajszym cudzie powróciła do wcześniejszego stanu zasyfionej paszarni. 
Dalej leje. Zmiana nastąpiła w Szwedach i Szwedkach. Chyba deszcz ich kręci, albo rozkręca. :] W kuchni, w trakcie śniadania, zostałam zmuszona do udzielenia wywiadu na temat historii Krakowa, wyglądu Krakowa i wszystkiego co "Krakowowe". Reklama wykonana - powinnam upomnieć się o prowizję od organizatorów wycieczek . . . Musiałam nawiać do swojego pokoju bo nie miałam czasu nawet ugryźć mojej kanapki w tym potoku pytań. W dodatku, z moją nową koleżanką Eriką (Szwedką z północy,wegetarianką,studentką filozofii) doszłyśmy do wniosku, że coś z tą Flogstą jest nie tak ! Mam na myśli ten niedźwiedzi sen. Dziś nawet wiertarka piętro niżej nie była w stanie obudzić mnie o 9ej !!! Sniło mi się za to, że dentysta boruje mi zęba. . . Nie budzą mnie tu budziki, telefony, nawet młoty pneumatyczne demolujące ściany pode mną ! Tak samo ma Dominika i ta Szwedka. Chyba zrobię śledztwo, jak to wygląda u reszty... Sherlock Holmes- aaaaakcja ! :-)


17.10.11 - SZOK !

12:53 - Wiem,wiem . . . to się jeszcze nie zdarzyło, żebym pisała tak wcześnie, ale kuchnia jest POSPRZĄTANA :O :O :O Wypucowana, jak nówka ! Ach, jak przyjemnie zrobić sobie jajecznicę w czystej,pięknej kuchni :)
Biorę się za zupę kalafiorową :] No. . . może potem :)

16.10.11 – Qnie !! :D





11:00 – Pobudka. Znowu z Dominiką w łóżku :P
Fish party było straaaszne ! Ja tu się chyba nie nadaję do tego kraju. Trzeba było jechać w kierunku włosko-hiszpańskim. Temperament. Słowo klucz J Totalnie nie ten temperament, Szwedzi i Szwedki są dobrymi, miłymi i pomocnymi ludźmi, ale są tak spowolnieni, mało kreatywni i totalnie nie błyskotliwi, że mnie zanudzają na śmierć. Chyba ten klimat tak na nich wpływa…ciekawe jest tylko to, że Norwegowie są bardziej kumaci i żywiołowi mimo,że u nich jest przecież jeszcze zimniej (brrrr !). Szwedzi są świetnymi organizatorami J To muszę im przyznać, tak trochę zaleciało niemieckim „ordungiem”. Impreza świetnie zorganizowana. 4 parkiety, po 12ej dołączył 5-ty. Niestety na 4 z 5 puścili Electro…a na ostatniej- jak na amerykańskiej studniówce – life band ! Grali fajnie, naprawdę. Zespół złożony z ok 8 osób. Multinarodowy, Szwedki, Niemiec, nawet Indianin na gitarze elektrycznej :P Impreza wizualnie bajeczna. Szkoda, że w wykonaniu gorzej. Może się zaaklimatyzujemy kiedyś i przywykniemy do takiego ślimaczego tempa…oby J
13:00 – Spacerro. Pogoda wspaniała ! Ciepło, słonecznie, huragany wciąż dopisują, pomiatały nami non stop :P  Spotkałam 2 klaczki. Miałam już straszny kryzys Guciowej tęsknoty. Wyprzytulałam sobie te koniki, będę odwiedzać owe kobyłki czasami. Tak dla poprawy samopoczucia. Tęskno mi bardzo za moimi huculskimi 4kopytakami… L  baaardzo.
Obeszłyśmy Flogstę z drugiej strony. Widok na miasto- niesamowity J

















Stos dla czarownic :) Chcieli nas podpalić,ale uratowała nas nasza wiedźmia magia :D
Drżyjcie ludzie !
 

Domi pracuje nad swoimi kontaktmi ze zwierzętami.
Jak sama stwierdziła,betonowe koty lubią ją coraz bardziej ;)


15.10.11 - No świnie,no…







10:00
– No do cholery jasnej !!! temat kuchni wielki powrót.
Zatłukę ich. Nie pojmuję tego. Tak dziś rano wyglądała kuchnia... ciekawa jestem jak będzie wyglądała jutro ?! Nie mam już sił sprzątać po tych brudasach ! Wolę umrzeć z głodu niż gotować cokolwiek w takiej kuchni !! Jedziemy z Dominiką na tortilkach z mikrofalówki... Wrrrr !


14.10.11 – Washing machen ;]

09:00 – Obudziłyśmy się z Dominiką w całkiem dobrym stanie, czego nie można było powiedzieć o naszych szwedzkich sąsiadach. Cieniasy J Wiem, że temat imprezy omówiła nam wczoraj Dominika, ale nie przeżyję jeśli nie dodam swoich 5groszy :] Znacie mnie, przecież ? :P
Zacznijmy więc może od tego, że gdyby nie grupa przyjaciół Linne i francuskie Erazmusy, w czysto szwedzkim towarzystwie flaki powypływałyby nam uszami z nudów. Trochę tego nie kumam, ludzie mają po dwadzieścia kilka lat, a zachowują się jakby mieli po sto z hakiem. Zrobili sobie wianuszek w kuchni, nawet nie gadali ze sobą jakoś szczególnie, trzymali po puszce z ichniejszym (super mocnym 3,5 %) piwem, z odchylonymi małymi paluszkami  – jak angielska arystokracja podczas tea-time. Ruszali się jak muchy w smole, i całe spotkanie spędzili jakby odbębniali bankiet w muzeum sztuki współczesnej. Opiły się bąki i w efekcie, poranek musiał stać się wybitnie trudny i okupiony silnym bólem tych ich blond głowek.
12:00 – Zakończyłyśmy sprzątanie. Miotły, mopy , ściery poszły w ruch. Oczywiście reszta korridorian nie kiwnęła palcem…Ach,nie-błąd ! Eryk trochę pomógł – umył aż 5 szklanek. Stos puszek i butelek, który wita nas wszystkich swą dogodną pozycją bycia na środku skrzyżowania 2 korytarzy, będzie stał tam, aż wpadnie na pomysł i sobie wyjdzie o własnych siłach.
15:00 – Pranie. Chyba blondynieję wśród tych Skandynawów.
W budynku nr 7 znajduje się nasza pralnia. Zawędrowałam tam w końcu z 2 siatkami posegregowanego kolorystycznie prania. Po prawej ok. 10 pralek, po lewej ok. 6. Te po prawej wszystkie zajęte, dorwałam więc dwie wolne po lewej. Szukam i szukam miejsca na wsypanie proszku- nie ma, no to jak nie ma, wsypię do środka
J Kukam sobie na instrukcję-całą oczywiście po szwedzku. Ustawiam temperaturę na niską i start… Po 5 minutach wchodzi jakaś dziewczyna. Podchodzi do jednej z tych moich „pralek” po lewej i wyciąga swoje ubrania. Suche. S u c h e ? Dlaczego, kurcze suche ? Zapaliła mi się lampka nad głową i zaczęła pikać jak bomba – to nie są pralki ! To są suszarki :O No ale trzeba było zachować resztki godności i udawać, że wszystko jest ok. Musiałam udawać ok. 30 minut bo jak zaczęła składać te swoje bety jedno po drugim, wyciągając je z pozostałych 4 suszarek to trochę jej to zajęło. Moja suszarka nagle „zakaszlała” , zrobiło się trochę bielej dookoła bo wydmuchała proszek. Laska na szczęście niczego nie zauważyła- tak ją zajęły te jej składane ciuchy, uff ! Szybciutko suszarkę unieszkodliwiłam, przepakowałam ubrania spowrotem do siatki i w tej chwili przyszedł jakiś Chinol, wypakował swoje 3 już prawidłowe pralki, włożyłam więc do nich pranie- start i poooszło :D Pranie zrobiło się mokre, wirujące i jak najbardziej praniowe :] Po 40 minutkach zapakowałam je do suszarki J
Suszarka- dobra rzecz, o ile nie używa się jej w roli pralki :-P

13.10.11 - Korridor Party :)

Notatkę dzisiejszą sporządziła Dominika o 1-ej w nocy po 2 drinkach. Enjoy :D

PIERWSZA IMPREZA. 2 flaszeczki poszly buuu. Te pijaki szwedzkie na początku nie nie za duzo procent ma polska wodka a potem siup siup i nam wychlaly wódeczkę. No ale nie będziemy już wypominac bo będą mieli czkawke niech im idzie na zdrowie skoro 1dla nas  party w flogsta. A zaczelo się to tak godzina 20:00 miala ruszyc impreza okazalo się ze nie ruszy bo jakos nie ma jej kto rozkręcić czyli my znowu musiałyśmy obrac funkcje rozkręcających …wiec najpierw stolik z kuchni siup do „salonu”  ale jesteśmy macho, a właściwie strogwomen J potem Żubrowka na stól i oczywiście sok jabłkowy. Ciasteczka popkornik, inni tez dorzucili swe łakocie. Muza w tle. Ubrałyśmy swój imprezowy outfit i już miałyśmy wychodzic do salonu a tu do Linne przyszli goście. Line zaprosila nas do siebie (nasza kochana Norwegian girl J) fajni ludzie 2 x swedish boys, 2 x norwegian girls one of them was 1st year In Spain so she was wery joyfull and has positive energy J ok. impreza powoli się rozkręcała a potem już poszlo, drink za drinkiem, gadka za gadka i takim sposobem ani się obejrzałyśmy a wybiła polnoc. Kopciuszki dały dyla i poszły w kimano. ,,, było fajnie tylko brak było  lekcji salsy oj ten nasz italiano francese ma minusa … J nastepnym razem mu nie odpuścimy J